MAŁGORZATA TUROŃ
Prowadzi market roku!

Od trzynastu lat współpracuje z naszą firmą. Prowadzi dwa sklepy Żabka we Wrocławiu, jest Trenerem, od 4 lata udziela się również w Radzie Ajentów przy Zarządzie Spółki. Jak sama mówi w handlu najważniejsza jest skrupulatność, pracowitość, ale także umiejętność odpoczynku i złapania oddechu przed kolejnymi wyzwaniami. Małgorzata Turoń – bo o niej tu mowa - jest profesjonalistką pod każdym względem. Doceniona również przez redakcje „Wiadomości Handlowych”, organizatora konkursu Market Roku. Jej sklep Żabka przy ulicy Ruskiej we Wrocławiu zwyciężył w kategorii sklepy do 100 m2.

- Jak się Pani czuła odbierają statuetkę podczas wielkiej gali w Warszawie?

Byłam zaskoczona. Nie spodziewałam się wygranej, chociażby dlatego, że w poprzednich edycjach konkursu startowały rewelacyjne sklepy, prowadzone przez wspaniałe osoby i z jakiś przyczyn im się nie udało. Poczułam się wyróżniona, kiedy okazało się, że zakwalifikowałam się do najlepszej piątki. Ale żeby od razu wygrać…nie, to nie przyszło mi do głowy. Cieszę się bardzo. To takie ładne podsumowanie mojej wieloletniej pracy.

- Prowadzi Pani jeszcze jeden sklep?

Teraz prowadzę dwa sklepy. Ten przy ulicy Krzywoustego jakiś czas temu przeszedł remodelling. Zmieniło mu się również najbliższe otoczenie. Dawniej ulica przy której jesteśmy była głównym szlakiem komunikacyjnym, teraz jest mało uczęszczanym deptakiem. Jest ciężej utrzymać obroty na wysokim poziomie, ale dajemy radę. Natomiast ten, przy ulicy Ruskiej otworzyłam dwa lata temu. Znajduje się w ścisłym centrum Wrocławia.

- I to właśnie za ten sklep została pani wyróżniona. Co Pani zdaniem najbardziej ujęło redakcję „Wiadomości Handlowych”?

Wydaję mi się, że byli pod wrażeniem wysokiego standardu obsługi w moim sklepie. Dziennie odwiedza nas 1000-1500 klientów. I choć do każdego mamy indywidualne podejście, to w żaden sposób nie opóźnia to pracy sklepu. Mam wspaniałych pracowników, bez których nie byłabym w stanie tego osiągnąć. Kasjerzy sami między sobą rozdzielają obowiązki. Dwie osoby kasują, jedna obsługuje stoisko ŻabkaCafe, następne wykładają towar i dbają o zachowanie porządku. Do tego są sympatyczni, uśmiechnięci i szybcy w działaniu. Jak obliczyła redakcja „Wiadomości Handlowych”, jednego klienta obsługujemy przeciętnie w mniej niż minutę.

- Kiedy jest największe natężenie Klientów?

W dni powszednie, najdłuższa kolejka ustawia się rano. Wtedy największe wzięcie mają produkty śniadaniowe i impulsowe. Pojawia się dużo stałych klientów, mieszkańców Starówki oraz pracowników pobliskich biur. Wieczorem natomiast mamy sporo napływowych klientów, nastawionych na zakup asortymentu alkoholowego, słodyczy, napojów i dań gotowych. Sklep bardzo często odwiedzają również zagraniczni turyści.

- Jak łączy Pani prowadzenie dwóch sklepów i to jeszcze tak oddalonych od siebie?

Kwestia dobrej organizacji czasu. Rano zawsze jestem w Żabce przy Ruskiej. Codziennie mam dostawę towaru, więc trzeba go przyjąć, posprawdzać, rozładować. Do godziny 9.00 muszę zrobić zamówienie na drugi dzień. Potem jadę do drugiego sklepu. W weekendy staram się nie pracować. Mam swoich zaufanych współpracowników. Mam pewność, że sobie poradzą, więc sobota i niedziela są dla mojej rodziny.

- Rodziny, która w większości również współpracuje z naszą firmą.

Mąż współpracuje z siecią tak samo długo jak ja. Obecnie jest Partnerem ds. Inwentaryzacji, wcześniej był Partnerem ds. Sprzedaży. W październiku zeszłego roku sklep Żabka przy ulicy Curie-Skłodowskiej otworzył również nasz starszy syn Kamil.

- Namawiała go Pani, czy raczej odradzała mu prowadzenie sklepu?

Ani to, ani to. Zależało mi, żeby to była jego samodzielna decyzja. Kiedy jeszcze studiował, często pomagał nam w sklepie. Wówczas odgrażał się, że nigdy nie mógłby prowadzić własnej Żabki. Po studiach, pracował w różnych miejsca, między innymi prowadził własny bar. Po jakimś czasie stwierdził, że w sumie mógłby spróbować swoich sił w handlu i podjął współpracę z siecią. Radzi sobie bardzo dobrze, chociaż ma trudny sklep, usytuowany w studenckiej dzielnicy.

- Co w dzisiejszych czasach jest największym problemem dla osób prowadzących własne biznesy?

Dla mnie największym problemem jest pozyskanie dobrych pracowników. Od dłuższego czasu wywieszam ogłoszenie rekrutacyjne i nic. Mam cudowny zespół, ale przy takim natężeniu klientów jaki jest w sklepie przy Ruskiej, potrzebowałabym jeszcze dwie osoby. Mam wrażenie, że ludzie nie są zainteresowani pracą. I to nie chodzi o małe zarobki, bo staram się swoich pracowników odpowiednio docenić. Problem leży w braku poczucia odpowiedzialności, sumienności i szacunku do tego co się robi. Bywało, że kogoś zatrudniałam i po tygodniu ta osoba twierdziła, że praca jej nie odpowiada i z dnia na dzień rezygnowała. Bez odpowiednich pracowników, sklep nie ma szans. U nas trwa przyjacielska atmosfera. Jestem szefem, ale takim z którym można o wszystkim porozmawiać. Moja załoga wie, że im bardziej się postara, tym bardziej ich docenię. Klienci też to dostrzegają i zawsze z chęcią robią u nas zakupy.

Serwis internetowy www.zabkapolska.pl wykorzystuje pliki cookies, które umożliwiają i ułatwiają Ci korzystanie z jego zasobów. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij w Zamknij, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Jeżeli nie wyrażasz zgody - zmień ustawienia swojej przeglądarki.Przeczytaj naszą Politykę Prywatności.