MIROSŁAWA JACKOWSKA
Robi to, co lubi

Decyzję o otwarciu Żabki podjęła bardzo szybko. „Stwierdziłam, że skoro jestem kobietą, codziennie robię zakupy, do tego lubię pracę z ludźmi, to powinnam sobie poradzić – przyznaje Mirosława Jackowska, prowadząca sklep Żabka w Łodzi. I miała rację. Teraz nie tylko doskonale prowadzi sklep, ale także jest Trenerem i szkoli kandydatów na Ajentów.

- Handel ma Pani we krwi.

Coś w tym jest, chociaż ja twierdzę, że po prostu lubię ludzi, a handel to praca z ludźmi. Odpowiednie podejście do klienta jest podstawą naszego sukcesu. Przed Żabką prowadziłam z mężem sklep z garniturami i koszulami męskimi. Pięć lat temu, z różnych przyczyn musieliśmy z niego zrezygnować. Znajomi prowadzili wówczas Żabkę i namówili nas. Miałam ogromne wsparcie rodziny. Mąż ma własną działalność – pszczelarstwo, ale mimo to bardzo dużo mi pomaga. Na samym początku w sklepie pracowała również moja córka Asia i syn Marcin. Poza tym mieszkamy dosłownie kilka kroków od sklepu.

- To przypadek?

Całkowity. Kiedy Partner ds. Sprzedaży zadzwonił do mnie z informacją, że mają dla mnie lokal nie wiem dlaczego zamiast Plac Reymonta, zrozumiałam Plac Wolności. Pomyślałam sobie, że nawet całkiem blisko będę miała do pracy. Dopiero potem do mnie dotarło, że dostałam sklep praktycznie pod domem.

- Klientów mają Państwo raczej stałych?

Klientów mamy typowo śniadaniowych. Odwiedzają nas mieszkańcy pobliski kamienic, jak i pracownicy banku. Doskonale znamy ich upodobania. Jesteśmy chyba jedną z nielicznych Żabek, w której nie schodzi piwo, za to słodkie bułki wędliny zamawiamy z w sporych ilościach.

- W sklepie pomaga Pani mąż. Macie podział obowiązków?

Oczywiście, że mamy swoje specjalizacje. Grzegorz dba o zaopatrzenie stoiska warzywno-owocowego i uzupełnia asortyment nabiałowy. Po południu jest zawsze w sklepie, żeby nasze kasjerki pani Gosia i Kamila czuły się bezpieczniej. Ja natomiast zajmuję się zamówieniami towaru, wypełnianiem dokumentów i całą papierkową robotą. Dużo czasu zajmują mi szkolenia. Od dwóch lat jestem Trenerem.

- Czyli szkoli Pani przyszłych prowadzących sklepy. Jakie fundamentalne zasady im Pani wpaja?

Przede wszystkim uczę ich punktualności, systematyczności i odpowiedzialności. Poza tym szkole z obsługi programu komputerowego, wprowadzania i przyjmowania towaru, wpłat do banku i tego wszystkiego, co jest niezbędne, żeby prowadzić sklep. Tłumaczę im również, że to nie jest nasz sklep i nasz towar. Ktoś nam zaufał, oddał w pełni wyposażoną placówką, którą my musimy odpowiednio zarządzać. I tu nie chodzi tylko o utratę zaufania, ale także o to, że prowadzący muszą zrozumie , że im więcej zrobią dla sklepu, tym więcej sami zyskają. Pracujemy przede wszystkim dla siebie, ale nie zapominamy, że jesteśmy elementem całej sieci.

- W miesiącu ilu ma Pani uczniów?

Średnio szkole 4-5 osób. Nauczanie to moja pasja. Strasznie przywiązuję się do swoich uczniów. Jak jeden z nich otwiera swój sklep, jestem praktycznie cały czas do jego dyspozycji. Zdarza się, że odbieram po 50 telefonów dziennie z najróżniejszymi pytaniami. Po to jestem.

- Bardzo ładnie powiedziała Pani, że pracujemy dla siebie, ale nie możemy zapominać, że jesteśmy elementem całej sieci. Pani łatwo było się przystosować do zasad naszej firmy?

Nie miałam z tym nigdy problemu. Rozpoczynając współpracę, wiedzieliśmy na co się decydujemy, więc nigdy nie myślałam, żeby się temu sprzeciwiać. W dzisiejszych czasach, prowadzenie niezrzeszonego sklepu spożywczego jest praktycznie niewykonalne. Zbyt duża konkurencja. Natomiast sklepy zrzeszone mają dużo łatwiej. Przede wszystkim jako osoba prowadząca sklep cały czas mogę liczyć na wsparcie Partnera ds. Sprzedaży. Mimo, że na bieżąco śledzę wszystkie wytyczne, partner i tak wysyła do nas przypomnienia o promocjach, współpraca z dużą, stabilną firmą zapewnia bezpieczeństwo. W każdym aspekcie jest po prostu dużo lżej. Jeżeli nawet pojawia się jakiś problem, to wspólnie z Partnerem ds. Sprzedaży, czy z kimś z Centrali rozwiązujemy go. Wsparcie otrzymujemy również od innych osób, które także prowadzą sklepy. Nie zostajemy sami.

- Czyli nie żałuje Pani swojej decyzji sprzed pięciu lat?

Oczywiście, że nie. Gdybym żałowała, to moja córka od trzech lat nie prowadziłaby swojej Żabki. Poza tym zyskałam też prawdziwych przyjaciół, również osoby, które prowadzą sklepy..

Serwis internetowy www.zabkapolska.pl wykorzystuje pliki cookies, które umożliwiają i ułatwiają Ci korzystanie z jego zasobów. Jeżeli wyrażasz zgodę na zapisywanie informacji zawartej w cookies kliknij w Zamknij, aby ta informacja nie pojawiała się więcej. Jeżeli nie wyrażasz zgody - zmień ustawienia swojej przeglądarki.Przeczytaj naszą Politykę Prywatności.